Szkolna plotka stworzyła imperium Pokemon. I tak się to kręci od 30 lat
Pokemony pewnie nie są sexy dla wielu starszych graczy, ale wypada tym stworkom oddać to, co królewskie. Zwłaszcza w 30 urodziny
Cofnijmy się do 1996 roku, w którym japońskie sklepy dopiero co otrzymały kartridże z Pokémon Red i Green. Miesięczna sprzedaż gry była przeciętna, malutkie studio Game Freak, nie spodziewało się, że sytuacja się odmieni.
Satoshi Tajiri przez lata walczył o ukończenie swojego projektu, choć Nintendo wielokrotnie o mało nie wycofało jego finansowania (Tajiri podobno przez długi czas nie pobierał pensji, żeby opłacić resztę zespołu). Gra w końcu wyszła, ale nikt specjalnie za nią nie szalał. Potem jednak „coś” się zaczęło.
Gry ostatecznie trafiły na szczyt japońskich list bestsellerów, ale ponad rok po premierze. Tym, co dało paliwo do takiego wzrostu, nie była żadna kampania marketingowa. Był nim Mew, a właściwie plotka o Mewie.
Kluczowe 300 bajtów
W czasie ostatnich tygodni przed premierą kod gry był zamknięty po mozolnej fazie debugowania - podobno najdroższej w całej historii Nintendo (do tamtego momentu). Shigeki Morimoto, jeden z programistów Game Freak, znany w zespole ze swojej przekory, zauważył coś intrygującego: usunięcie debuggera zwolniło na kartridżu dokładnie 300 bajtów miejsca. Morimoto wiedział, że to wystarczy na dodanie jednego, bardzo małego Pokémona.
Zdecydował się działać bez pytania o zgodę. Wybrał Mew - stworka, do którego Game Freak już wcześniej robiło tajemnicze aluzje w treści gry (w notatkach w laboratoriach i pokédexowych wzmiankach), ale którego nigdy nie planowano udostępnić graczom. Morimoto zaprojektował prosty sprite, przypisał statystyki i wsadził go do kodu. Nintendo dowiedziało się o tym po fakcie i jak można się domyślić, nie było zachwycone.
Xevious i lekcje z salonów gier
Żeby zrozumieć, dlaczego ta historia mogła się potoczyć tak, jak się potoczyła, należy przenieść się do japońskich salonów gier z połowy lat 80. Tam swoje nastoletnie życie spędzali Ken Sugimori i Satoshi Tajiri, późniejsi współtwórcy Pokémon. I tam zakochali się w grze Xevious autorstwa Masanobu Endō.
Xevious był pozornie zwykłym shoot ‘em upem, ale Endō celowo pozostawił w grze fragmenty, których znaczenie było niejasne. Dodał elementy, które mogły, ale nie musiały coś oznaczać. Zgodnie z planem, fani gry zaczęli się dzielić teoriami, plotki się mnożyły, legendy rosły. Jedną z ciekawszych była ta o tajemniczym samolocie - myśliwcu F-4 Phantom z czasów Wietnamu, który rzekomo można było odblokować specjalną sekwencją ruchów.
Tajiri poszedł o krok dalej: sam zaczął rozsiewać własne teorie o Xevious. Do momentu, gdy Endō zjawił się osobiście w salonie z automatami, żeby je zdementować (to były naprawdę inne czasy). Publicznie stanął jednak w obronie Tajiriego jako „dobrego dzieciaka” i tajemnice Xevious żyły dalej… a potem gdy Tajiri miał już szansę robić własną grę, chciał w niej umieścić podobne poszlaki, nie spodziewając się jednak, że jego współpracownik w ostatniej chwili jeszcze je podgrzeje.
Ciężarówka, której nie ma
Wróćmy do mitu Pokemonów. Legenda, która rozprzestrzeniała się między graczami, głosiła, że 151. Pokémon - Mew - kryje się pod tajemniczą ciężarówką zaparkowaną przy nabrzeżu w Vermilion City, niedaleko statku SS Anne. Żeby go schwytać, trzeba było wykonać sekwencję czynności, m.in. przepłynąć przez port, a następnie przesunąć ciężarówkę ruchem Strength. Pod spodem miało czekać Poké Ball z Mewem w środku.
Nigdy nic tam jednak nie było.
Archeologia placu zabaw
Większość tych faktów przez dekady pozostawała zakopana w japońskich książkach, magazynach branżowych i wywiadach, do których bez znajomości języka nie miał dostępu nikt z Zachodu. Zmienił to Kyle Tarpley, znany w sieci jako Dr Lava.
Jego metodologia jest jednocześnie prosta i absurdalnie pracochłonna. Przez sieć kontaktów w Japonii Tarpley zdobywa zapomniane materiały źródłowe - albumy, stare numery Famitsu itd. Skanuje je strona po stronie, przepuszcza przez DeepL (który jak twierdzi jest wyraźnie dokładniejszy od Google Translate), kataloguje fragmenty do plików posortowanych według gry, szuka powiązań.
Efekty jego działań są czymś wyjątkowym, jego kanał Dr Lava’s Lost Pokémon ujawnił zachodniej publiczności dziesiątki historii, które bez tej pracy pozostałyby nieznane.
78000 chętnych, 20 zwycięzców
Witam ponownie w 1996 roku: po tym, jak legenda o Mew zaczęła się nakręcać, Pokémon Company ogłosiło w CoroCoro Magazine konkurs, w którym nagrodą było zdobycie prawdziwego Mewa.
Warunek: musisz być wśród 20 wybranych spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń. Zgłoszeń nadeszło ponad 78000. Dwudziestu szczęśliwców otrzymało Mewa, dostarczonego osobiście przez Link Cable przez samego Morimoto - programistę, który bez pozwolenia wsadził go do kodu (sic!).
Gdzieś w Japonii istnieje dziś dwadzieścia cartridge’y Game Boya z Mewem od Morimoto. Ile przetrwało do dzisiaj? Nikt tego nie wie.
Jak Game Freak się zaadaptowało
W epoce dataminingu, Bulbapedii aktualizowanej w kilka godzin od premiery nowej gry i ciągłego obiegu newsów magia pierwszej generacji Pokemonów jest skrajnie trudna do odtworzenia.
Nie oznacza to jednak, że Game Freak przestaje ukrywać sekrety w tych tytułach. Dataminer nie wydobędzie połączeń między fragmentami narracji, nie zestawi wpisu z Pokédexu z konkretnym detalem środowiskowym i konkretnym akcentem drugoplanowego NPC-a - dlatego wciąż jest w czym szukać i kopać.
Esencja serii Pokémon leży gdzieś poza samą grą. Czy to plotka z placu zabaw, czy niejasny wpis, lub “dziwne” miejsce - zawsze jest o czym dyskutować, jeżeli zacznie się powoli i uważnie sprawdzać te gry. To właśnie dlatego Pokémon jest marką, która opiera się upływowi czasu.
Tajemnica bez odpowiedzi
Czy Tarpey dotarł do źródła plotki o Mew schowanym pod ciężarówką? Okazuje się, że nie. Mew jest zbyt popularny, zbyt rozproszony. Ktokolwiek to zaczął - przepadł w czasie. Co jest bardzo romantyczne w kontekście tego, do jakiej manii finalnie to doprowadziło.
Marka Pokémon skończyła właśnie trzydzieści lat. Sprzedano ponad 480 milionów egzemplarzy gier, wygenerowano ponad 150 miliardów dolarów przychodów ze wszystkich produktów łącznie i jest to według niemal każdego zestawienia największa franczyza rozrywkową w historii ludzkości.
Ale zaczęło się to nie tylko od spełniania dziecięcych marzeń o stworzeniu gry - finalizującym akcentem było 300 bajtów jednego nieposłusznego programisty i plotki, które dzieci rozprowadziły w szkolnych korytarzach Japonii, a potem całego świata. Odlot.
~Cascad







Jeszcze jedno mi się przypomina jak to czytam. Świat właśnie dziecięcych gier obecnie. To jakie teorie ze szkoły lub YT (tu akurat gorzej bo wiele jest "na siłę" wymyślanych tylko by były wyświetlenia) dzieciaki przynoszą o Robloxie lub Five Nights at Freddy to głowa mała. Mi osobiście brakuje takich mitów we współczesnych grach i chyba tylko już Japończycy się silą by to podtrzymywać czasami w swoich produkcjach.
Dzięki Cascad! Kawał historii, podrzucę dzisiaj synowi jako lekturę, on uwielbia takie artykuły.