Capcom usiadł do stołu z rządem Dominikany. Dzięki Street Fighterowi
Tak jak w "normalnym" sporcie - sukcesy jednego gracza mogą być dobre dla całego regionu
Wyobraź sobie, że grasz tak dobrze w grę, że twój kraj zaczyna prowadzić rozmowy dyplomatyczne z jej wydawcą.
Śledzącym scenę FGC (Fighting Game Community) ksywka MenaRD musiała gdzieś przemknąć. Saul Leonardo Mena II pochodzi z Santo Domingo w Dominikanie i jest to aktualnie jedyny w historii dwukrotny mistrz Capcom Cup - najbardziej prestiżowego turnieju w świecie Street Fightera. Wygrał go w 2017 roku, kiedy grano jeszcze w Street Fighter V, a następnie powrócił na szczyt w 2023 roku (Capcom Cup IX), pokonując wschodzące gwiazdy takie jak EndingWalker i Zhen. Dorzucił do swej kolekcji także trzy tytuły mistrza EVO - największego turnieju bijatyk na świecie (EVO Japan 2024, EVO Japan 2025 oraz EVO Las Vegas 2025).
Nikt przed nim nie wygrał zarówno EVO Japan, jak i EVO Las Vegas w tej samej edycji Street Fightera. Na swoich wojowników w SF6 wybrał nieoczywistych zawodników: Blankę i Zangiefa.
Droga MenaRD’a na szczyt to jeden z najbardziej inspirujących przypadków w całym esporcie. Wychował się w środowisku, gdzie regularny dostęp do prądu nie był czymś oczywistym. Lokalna scena bijatyk gromadziła się w małym pokoju nazywanym “dojo” - tworzyło go kilka stanowisk do gry i zero profesjonalnych warunków, za to nadrobili wszystko pasją (przykład podobny jak w pakistańskiej scenie Tekkena).
W wieku 15 lat MenaRD zdobył 5. miejsce na Fighting Fest 2015. Na NEC 17 (Northeast Championship) w Pensylwanii zajął 2. miejsce, pokonując po drodze takich graczy jak Justin Wong i NuckleDu (przegrywając tylko z Punkiem). W 2017 roku wywalczył kwalifikację do samego Capcom Cup.
Finał Capcom Cup 2017 do dziś jest wymieniany jako jeden z największych momentów w historii FGC. MenaRD po drodze pokonał między innymi Kazunoko, Daigo Umerharę i Tokido - trzech legendarnych zawodników bijatykowej społeczności. W wielkim finale, po dramatycznej walce pokonał Tokido 3-1, zostając pierwszym Latynosem z tytułem mistrza Capcom Cup. Otrzymał też 250000 dolarów nagrody.
Tu historia MenaRD’a nabiera wymiaru, który wyróżnia go spośród innych esportowych mistrzów. Zainwestował on wygrane pieniądze z powrotem w dominikańską scenę. Wyremontował lokalne dojo, zapewnił lepszy dostęp do internetu, sfinansował podróże innych zawodników na turnieje zagraniczne. Założył organizację esportową Santo Domingo Tigers.
W wywiadzie po EVO 2025 mówił: „Zacząłem od tego, żeby dać ludziom możliwości i zasoby. Wielu graczy nie miało PlayStation, telewizora ani pieniędzy na podróże. To był pierwszy krok.” Dziś Dominikana ma własne turnieje, regularne eventy lokalne i coraz więcej zawodników, którzy mogą marzyć o międzynarodowej karierze.
Capcom + rząd Dominikany. Wyjątkowe spotkanie
10 marca 2026 roku przedstawiciele Capcom spotkali się z oficjelami rządu Dominikany - ambasadorem Edwardem A. Pérezem Reyesem, przedstawicielami organizacji Blink eSports oraz samym MenaRDem.
Jak podała dominikańska ambasada w Japonii, spotkanie miało na celu “wymianę poglądów na temat rozwoju sektora gier i esportu, a także eksplorację potencjalnych dróg współpracy w dziedzinie innowacji, edukacji, technologii i przemysłów kreatywnych”. Spotkanie miało być potwierdzeniem pozycji Dominikany jako strategicznego partnera w rozwoju esportu w całym regionie Karaibów i Ameryki Łacińskiej.
Fakt, że jeden zawodnik stał się motorem napędowym dyplomatycznych relacji swojego kraju z japońskim gigantem gamingowym, jest absolutnie bezprecedensowy. W niszowym świecie bijatyk, gdzie turnieje ledwo przebijają się do mainstreamu, to historia na poziomie mitu. A jak wiecie - kocham mity, dlatego o to relacjonuję.
Street Fighter to seria z ponad 35-letnią historią i mimo że daleko jej do zasięgów Fortnite’a czy Call of Duty, jest jedną z najbardziej wymagających i szanowanych scen esportowych na świecie. W Capcom Cup i EVO wygrywa się poprzez tysiące godzin treningu, precyzję na poziomie milisekund i głęboką znajomość frame’ów, match’upów i przewidywanie ruchów przeciwnika.
Często słyszymy, że gry-bijatyki są umierającym gatunkiem, dominikański mistrz pokazuje, że wszystko zależy od tego, kto je reprezentuje i w jaki sposób. A przynajmniej ja chcę w to wierzyć.
~Cascad






Takie historie lubię czytać ;)